(Dokończenie.)

Rys dziejów obecnego gimnazjum im. Marzałka Stanisława Małachowskiego od r. 1915.

Pamięć poległych zebrani uczcili przez powstanie.

Następnie zabrał głos p. dyrektor Olszowski i przemówił jak następuje:

Dorzucić mi jeszcze wypada nić długiego żywota tutejszej szkoły, skreślić pokrótce dzieje ostatnich lat sześciu. Są one nie mniej od poprze- dzających czasów ciekawe, a można zastosować do nich ostatnie słowa trylogji Sienkiewicza — iż są ku po­- krzepieniu serc ludzkich i podniesie- niu ducha wiary w Opatrzność Bożą i sprawiedliwość dziejową.

Wielki rok 1914 przyniósł światu marzoną przez nieśmiertelnego nasze- go Adama, wojnę ludową. Zatrzęsły się posady mocarstw... potęga burzy wojennej rosła z zatrważającą szyb­- kością... W śród tego wszytkiego, oczy nasze ujrzały nareszcie śnioną przez dziadów i ojców chwilę, w któ- rej rozpanoszony odwieczny nasz cie- mięzca „oddał ziemię i z duszą ucho- dził” — by już nie wrócić...

Opustoszały i te mury.

Przyszła okupacja niemiecka; gim­- nazjum tutejsze zajęło wojsko, rzą- dząc się pozostawionym cennym dob­- rem, jak zdobyczą wojenną. — Wtedy to zrodziła się pierwsza myśl odzys- kania gmachu z inwentarzem dla szkoły polskiej.

Było to w roku 1915. Trzej nau­- czyciele polskich szkół płockich: tu obecni koledzy: Henryk i Jan Pniew­- scy, oraz teraźniejszy dyrektor jednej ze szkół warszawskich, p. Zygmunt Niklewski, przechadzając się pewne­- go dnia majowego za Tumem i błą­- dząc oczyma po gmachach i domo- stwach naszego Płocka, rzucili myśl, jakby to było dobrze uzyskać od okupantów chociażby parter gmachu na 4 klasy i zagarnąć w polskie rę­- ce niszczejące pomoce naukowe. Ten pierwszy pomysł porwał inicjatorów, a miarą ich zapału niechaj będzie fakt, iż w cztery niespełna miesiące po tej pierwszej rozmowie rzesze mło­- dzieży polskiej słuchały już tutaj oj­- czystej nauki, chociaż, jak przewidy­- wali lękliwsi, mógł jeszcze powrócić wygnany zaborca i rozprawić się z tymi, którzy śmieli sięgnąć po to, co było „kazionnoje”.

Myliłby się wszakże każdy, ktoby z szybkości urzeczywistnienia po- mysłu inicjatorów, chciał sądzić o łat­- wości ich zadania. Przeciwnie, trud­- ności rozmaitych było dużo: więc przedewszystkim, uzyskanie pozwole­- nia władz okupacyjny, a powtóre, powiedzmy otwarcie—przezwycięże- nia pewnej niewiary naszego własne- go społeczeństwa, co do potrzeby i przyszłości projektowanej szkoły.

Zawiązany przez inicjatorów komi­- tet organizacyjny z szeregów nauczy­- cielstwa polskich szkół średnich, upro- sił dla powagi sprawy o przystąpie- nie do niej pp. prezesa  Tad. Świec-

kiego, obecnego starostę częstochow­- skiego, inżyniera Kaimierza Kühna, Stanisława Betleya, Dra Aleksandra Zaleskiego i rejenta Dominika Sta­- szewskiego. Grono to pod przewod­- nictwem p. Kühna, stało się pierwszą Radą Opiekuńczą powstającej szkoły. Była to Rada istotnie opiekuńcza, gdyż jej to właśnie wpływy i zabiegi u władz niemieckich doprowadziły cały plan do ziszczenia.

Niepożyte zasługi położyli tutaj zwłaszcza pp. prez Świecki i inż. Kühn. Mimo przeszkód i intryg ze strony wrogich sprawie jednostek, mimo ustawicznych zmian niemiec- kiej władzy naczelnej, z którą trzeba było wszczynać sprawę wciąż na no- wo, ci właśnie dwaj członkowie Ra- dy Opiekuńczej, powagą swą, to prze­- konywając komendę niemiecką lo­- gicznie, to nawet ostro wyrzucając jej chwiejność i chęć niedotrzymania już poczynionych obietnic, doprowa- dzili wreszcie do opróżnienia przez wojsko parteru gmachu na czas właś- ciwy do rozpoczęcia roku szkolnego. Był to tryumf istotny: inaczej, kto wie, jacy gospodarze rządziliby tutaj w tej chwili.

Uroczysta i prawdziwie piękna była chwila, gdy powołany na dyrek­- tora inżynier p. Jan Skupieński, dn. 5 września 1915 r. w tych samych murach, gdzie, zdawały się jeszcze dźwięczeć echa groźnego „nie raz­- gawariat' pa polski”, zagaił pierw­- sze posiedzenie Rady Pedagogicznej, do której i ja miałem zaszczyt nale­- żeć. Wzruszenie moje było tym większe, iż mieszkajc w Płocku od r. 1909 a w przejściu ulicą Gimnazjal- ną, rzucając nieraz okiem w głąb długiego klasowego korytarza, zawsze doznawałem dziwnego przygnębienia na myśl, że oto tu jest kuźnia za- trutego oręża, którym zbroi się prze­- mocą polskie dzieci, przeciwko ich własnej Ojczyźnie.

Przeto uczestnictwo w pamiętnym owym posiedzeniu Rady Pedagogicz­- nej, jako moralna satysfakcja, jako przedziwna łaska Boża, — niezatarte wspomnienia zostawiło w mej duszy.

__ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __ __

Zatętniło nowe życie w odrodzo- nej tak cudownie komórce społecznej. Ci jednak, którzy rozciągali nad nią Pieczę, skrzętnie i mądrze musieli gospodarzyć, by zdobyć realną pod­- stawę szkoły - pieniądze. Podkreś- lić też wypada, że poza wpływami z wpisów uczniowskich, gimnazjum tutejsze bardzo rzadko i mało korzy­- stało z ofiarności publicznej: snać szczęście mu przyniosła pierwsza go­- rąca ofiara nauczycielstwa, które po­- śpieszyło objąć tu lekcje za półdarmo byle tylko pchnąć sprawę naprzód.

Uczniów, w pierwszym roku ist- nienia szkoły, w pięciu jednooddzia­- łowych klasach było 160, w czym wyznania rzymsko-katolickiego 68,8% ewangelickiego 3,1%, mojżeszowego 28,1%. Obecnie w dwunastu klasach (licząc równoległe wstępną, drugą

i czwartą), jest uczniów 390; w tym wyznania rzymsko-katolickiego 89,7% ewangielickiego 6,5%, mojżeszowego 3,8%. Pierwsze matury wydano w r. 1918.19, 10 abiturjentom; w następ- nym roku było ich 15, w ostatnim - 1920/21 — 23. Ostatnie matury były podstawą podniesienia szkoły przez Ministerstwo do kategorji A, t. j. naj­- wyższej dla szkół prywatnych. Z pierw­- szego grona Rady Pedegogicznej, pra­- cują dotąd w szkole: dyrektor, ks. pastor Robert Gundlach, panowie Henryk i Jan Pniewscy, Zygmunt. Maciejowski, dr. Władysław Kosma- ciński i pani Janina Zaleska. Kie- rownictwo szkoły zmieniło się raz, od początku r. 1918/19, po 3-letniej bar­- dzo owocnej i sprężystej pracy p. dyrektora Skupieńskiego.

Pierwotny skład Rady Opiekuń­- czej skutkiem wyjazdu i złego stanu zdrowia niektórych jej członków, ulegał również zmianom. Obecny jej skład jest następujący: przewod- niczący p. preses Tadeusz Swiecki; wice-przewodniczący p. dyrektor Pa­- weł Nieniewski; skarbnik p. Stani­- sław Betley; członkowie: p. dyrektor Ludwik Dzierżanowski, ks. kanonik Józef Michalak i p. dr. Aleksander Zaleski. Obecna dyrekcja powołała też do życia komisję rewizyjną któ­- ra niebawem zakończy swe czynności sprawdzeniem ostatecznego zamknię­- cia rachunków dotychczasowego gim­- nazjum prywatnego.

Członkami komisji tej są pp.: dy­- rektor Ksawery Cygański, prof. pastor Robert Gundlach i profesor Henryk Pniewski.

W ciągu ostatnich dwuch lat, gimnazjum używało miana Koła Pol­- skiej Macierzy Szkolnej w Płocku ; był to jednak stosunek czysto-nomi­- nalny.

Dotykając różnych stron rozwoju gimmazjum, nie wolno mi pominąć milczeniem opieki, udzielanej przez władze polskie - początkowo Depar­- tament Oświecenia, później Minister­- stwo Wyznań Religijnych i Oświece­- nia Publicznego.

Borykając się z trudnościami, któ- re wszyscy znamy, starało się jednak Ministerstwo udzielać nam coraz wy- datniejszej pomocy finansowej i coraz bardziej stawało się dla nas punktem moralnego i naukowego oparcia.

Za wszystko to, niechaj mi wolno będzie w imieniu wszystkich czynni- ków szkoły złożyć słowa niekłamanej podzięki przedstawicielowi Minister- stwa, głównemu twórcy tych stosun- ków, czcigodnemu naszemu Panu Wi­- zytatorowi Jezierskiemu. On to, nig­- dy nie dając nam ani na chwilę od­- czuć swego zwjerzchniego stanowis­- ka, zawsze życzliwie a bystro wglą- da we wszystkie sprawy szkoły, od­- czuwa i popiera wszelkie jej potrze­- by, a niezachwianym optymizmem dodaje bodźca w naszej codziennej szarej pracy...

Doczekaliśmy w niej jasnego dnia dzisiejszego. Z głębokim wzrusze­- niem przeżywam tę chwilę całą du- szą, pragnąc by podobnie zapisała się w pamięci wszystkich tu obec­- nych, zwłaszcza zaś by tobie, mło­- dzieży, stała się złotym wspomnie- niem na całe życie. Pamiętajcie, moi drodzy chłopcy, że dziś każdy z was—

nawet najmłodszy i najmniejszy — musi czuć się i być nietylko uczniem ale i obywatelem — sługą Ojczyzny.

Ona, choć szarpana i podkopywa­- na przez wrogów wewnętrznycb, oto- czona nieprzyjaciółmi zewnętrznymi, wyczerpana wysiłkiem lat wojennych, daje wam jednak, co może... Dajcież Jej wzamian i wy to, co każdy uczci­- wy człowiek dać powinien: rzetelną wytrwałą pracę i dobrowolną, rozum­- ną karność zawsze i wszędzie.

Przemówienie p. dr. Zaleskiego.

Po przemówieniu p. dyr. Olszow- skiego wszedł na mównicę członek prezydjum Rady Opiekuńczej szkoły a dawny jej uczeń dr. Zaleski i wzru- szonym głosem opowiedział zebranym te straszne przejścia, na jakie mło- dzież polska skazaną była w okresie po-powstaniowym. Mówca wstąpił do szkoły w r. 1869. Przez pierwszy rok uczęszczania do gimnazjum nauka szła jeszcze trybem dawnym, owia- nym duchem reform Margrabiego Wielopolskiego. Profesorami byli po­- lacy, nauka odbywała się po polsku. W rok atoli potym rozpoczął się okres prześladowań. Młodzieży kazano uczyć się po rosyjsku. Sprowadzono nauczy­- cieli moskali. Pożal się jednak Boże, co to byli za profesorowie. Prawda i wśród nich były wyjątki, ale jakie rzadkie ! Przeważnie byli to stupajcy carscy, bezmyślni i bezdusz­- ni o słabym wykształceniu, to też, na szczęście nasze, moskale musieli pozatrzymywać na katedrach wielu profesorów polaków. Ci biedni doka­- zywali cudów, aby swym wychowań­- com zaszczepić myśl głębszą i uczu- cia patrjotyczne, a jednocześnie nie narazić się władzom. Tymczasem szczerba rusyfikacji zacieśniała się coraz mocniej, coraz bezwzględniej. Doszło do tego, że nakazano nawet nauczanie religji prowadzić w języku rosyjskim. Szlachetnemu i dzielnemu prefektowi szkolnemu, kiedy rozpo­- czął ten wykład o Bogu w języku wrogim głos załamał się w gardle i lekcji dokończyć nie mógł. Wów­- czas młodzież płocka zastrajkowała. Był to zapewne pierwszy strajk w Polsce. Protest dziecka przeciwko gwałconemu tak bezwzględnie języ­- kowi rodzinnemu i uczuciom religij­- nym.

Ulękli się satrapi i zdawało się, że ustąpią. Aliści przybył z Warsza- wy jakiś kurator - polakożerca mło­- dzież kazał zebrać w kaplicy gimna­- zjalnej i zagroziwszy jej wydaleniem bez prawa wstępu do innych szkół zmusił ją do powrotu. Znalazł się też i jakiś ksiądz, który zgodził się pro­- wadzić wykład religji po rosyjsku. Dzieło rusyfikacji miało potoczyć się dalej z tym większym rozmachem, z tym większą siłą.

Dawny oporny katecheta otrzy- mał probostwo w  pobliskim Trzepowie.

Trzebaż było widzieć, jak w każ- dą prawie niedzielę, w każde nieomal święto młodzież szkolna podążała gremjalnie do Trzepowa po nauki, po rady, po pociechy religijne do daw- nego swego prefekta.

Rząd rosyjski zwrócił i na to uwa­- gę i przezacnego kapłana skazał na wygnanie.

Elektroniczna wersja gazety sprzed 100 lat

Celem powyższej wersji jest przybliżenie wydarzeń, jakie miały miejsce we wrześniu 1921 roku w ówczesnym II Gimnazjum Macierzy Szkolnej w Płocku.

Bazując na archiwalnych materiałach, odtworzona została zawartość dwóch kolejnych wydań Kurjera Płockiego z 1921 roku, numery 220 i 221. Podjęto wszelkie starania, aby zachować oryginalny tekst bez wprowadzania jakichkolwiek poprawek. Ogólny wygląd gazety pozostał bez zmian.

Wersja opracowana przez absolwentów Małachowianki z lat 1963 i 1964 w składzie: Zbyszek Radzikowski - pomysłodawca i realizator, Andrzej Boruszewski i Staszek Trzeciak - konsultanci.

20-06-2021r.